Tyle w jednym jest człowieku Tyle epok czasów wspomnień
Tyle w jednym jest człowieku
Tyle epok czasów wspomnień
I tyle dróg
przemierzał Tadeusz
Tadeusz Lorbiecki
Czcigodny Nestor Piaseczna
Piaseczna koło Gniewu
I wszystko
zawsze było
Takie jasne czyste
proste
Tu kiedyś
była
Gromadzka
Rada Narodowa
I tutaj na owe czasy
Los mi okazał się hojny
Bo widzisz
Ja
Tadeusz
Lorbiecki
Wcześniej
listonosz
Byłem tu w
tej
Gromadzkiej
Radzie Narodowej
Byłem Przewodniczącym
Dziwne wtedy
były to czasy
Wieś
naliczane miała
Kontyngenty
Dzisiaj to słowo
Jakże dla
wielu
Zupełnie
niezrozumiałe
Zupełnie
obce
Wtedy dla
naszych chłopów
Straszne
utrapienie
Obowiązkowe
dostawy
To już w
jego gospodarstwie
Zostawało
niewiele
A oddać było
mus
I to oddać w terminie
I próżno
tłumaczyć że
Nieurodzaj i
niedostatek
Obowiązkowe
dostawy
Naliczali od
areału
I był to
najbardziej
Podstawowy
obowiązek
Do
Przewodniczącego
Gromadzkiej
Rady Narodowej
I były powoływane
komisje
Do
rozpatrzenia tych próśb
I były wizje
lokalne
I były
limity na ich
I bolsze
nielzja
Wdzięczność ludzka
Nie znała
granic
Lud najlepiej wie
Jak odwdzięczyć się
I aby człowiekowi
Nie zaszkodzić
Kiedy komu udało się jednakZmniejszyć
te
Obowiązkowe dostawy
Zmniejszyć
choć trochę
Na klamce drzwi
do gabinetu
Przewodniczącego
Gromadzkiej
Rady Narodowej
Już wczesnym
rankiem
Miałeś jakże dyskretnie
Przyniesione zawiniątko
A to już ładne
Oskubaną kurkę
A to gąskę
A to kaczkę
Sprzątaczka
baczyła
Na to
wszystko
By wszystko
dotarło na czas
I by nic nie
wydostało się
Gromadzkiej
Rady Narodowej
W Piasecznie
Widzisz
takie tajemnice kryje
Ów dzisiaj
szkolny budynek
I kto by
dzisiaj pomyślał że
Wcale nie
tak dawno temu
Takie dziwne
dzieje
Miały
miejsce
Jednakże mimo
Tych ciężarów
I prąd do
wsi docierał
I drogi
chociaż żwirem posypane
Ileż tych dróg
Powstawało
społecznie
I z czasem
Dało to podstawy
Już do tych
Normalnych
dróg
Obecnie
Wpisany jestem
W ten pejzaż
Każdą kroplą
czasu
Każdą
kroplą istnienia
I tak z dnia
na dzień
I tych co
tak bacznie
Tak gorliwie
tropili
I mój każdy
ruch
Tu także nie brakowało
Niby zza węgła
Na drogę
patrzył
Niby
papierosa palił
Niby czekał
na kogoś
A nieraz i
do biura przychodził
I niby
szczerze radził
Zaklinając
że przychodzi
Z cenną inicjatywą
społeczną
I w swoich
donosach
Limit
wyrabiał
Widzisz
I tyle
sekretów kryje się
W sumieniach jakże wielu
Wtedy nie
myśleli o tym że
Te trudne
czasy jednak
Kiedyś się
zmienią
A twarz
utracona
Dobre imię
zbrukane
W tym małym
Wiejskim środowisku
Gdzie wszyscy
Wszystko
wiedzą o Tobie
Do siódmego
pokolenia
Wszystko
wiedzą o Tobie
I tak z
pokolenia w pokolenie
Zostaje na
zawsze
Nasza
Piasecka
I gminna i powiatowa historia
Tyle jestW jednym człowieku
Tyle światów
Tyle czasów
Tyle epok
Każdy swoim każdym
dniem
Pisze swoją historię
I jakże wielu chce ją
Nawet
uważnie przeczytać
By posiąść
tę wiedzę
Kto jest kto
Tak niby przypadkiem
I tak zupełnieNa stałe
Na zawsze
Zawsze trzymałem się
Tej swojej drogi
Zawsze w zgodzie
Z sumieniem swoim iść
By w kałużach
I samemu nie umoczyć się
I by przeze mnie
W tych kałużach
Nie umoczył się nikt
Z uśmiechem więc
Co dzieńGdy patrzę
W moje lustro
Zawsze jestem
Z siebie rad
Bo mam zaliczenie
Za mój każdy czas
I to bez poprawki
Zawsze pierwsze podejście
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
22. 06. 2023
















Komentarze
Prześlij komentarz